Moje początki z szydełkiem – Historia pewnej znajomości

Szydełkowe Cudasie - szydełkowa biżuteria, początki z szydełkiem

Każdy z nas kiedyś zaczynał. A jak wiadomo początki nie są łatwe a początki z szydełkiem to podwójne wyzwanie.

Od dawna fascynował mnie ten zakrzywiony kawałek metalu bądź drewna. O moich trudnych początkach możecie przeczytać w tym wpisie. Łatwo nie było ale nie żałuję ani minuty spędzonej z szydełkiem w dłoni. Jakiś czas temu postanowiłam, że warto by było pokazać jak wyglądały początki tej pięknej przygody u innych szydełkomaniaczek.

Kiedy poznałam Iwonę z bloga Szydełkowe Cudasie wiedziałam, że nasza znajomość nie skończy się na zwykłej wymianie zdań. Okazało się, że mamy wiele wspólnego ze sobą, że łączą nas te same pasje – szydełkowanie i matematyka. I tak zapoczątkowałam serię Iwony – Szydełkowanie jest jak… Mój wpis możecie przeczytać tutaj.

I właśnie nie bez powodu do pierwszego wpisu zaprosiłam Iwonę, która bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie formą. Zasiądźcie wygodnie w fotelach z kubkiem kawy w dłoni i przenieście się w jej świat.

Przyjemnej lektury!

Szydełkowa historia Iwony

Dawno, dawno temu…

(a może całkiem niedawno?) wydarzyło się coś niezwykłego. Na świat przyszło 10 malutkich, grubiutkich i dziewczęcych paluszków. Od samego początku były ruchliwe, energiczne i ciekawe wszystkiego.

W miarę upływu czasu

malutkie, grubiutkie i dziewczęce paluszki zamieniały się w długie, smukłe i kobiece palce, które od samego początku miały jeden cel – chciały kochać i być kochane. Na ich drodze pojawiało się wielu kandydatów…

Mulina

Pierwsze spotkanie z tymi pięknymi, kolorowymi i bawełnianymi moteczkami zaowocowało wzajemną fascynacją. Wszystko wskazywało na to, że tak już będzie zawsze. W powietrzu jednak wisiało pytanie: Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?

Szydełkowe Cudasie - początki z muliną
Jak widać przygoda z szydełkiem miała zupełnie inny początek niż można było się tego spodziewać.

Druty

Nagle w ich życiu pojawiło się coś nieoczekiwanego. Na drodze do szczęścia stanęli bracia połączeni żyłką. Byli identyczni! Po pierwszym zbliżeniu palce wiedziały jednak, że nie ma między nimi chemii…

I tak

długie, smukłe i kobiece palce błąkały się po świecie szukając prawdziwej miłości. Natknęły się też przypadkiem na decoupage, ale ich przygoda nie trwała długo…

Pewnego dnia

zupełnie nieoczekiwanie pojawiło się ONO. Palce od razu poczuły magnetyczną więź – w jednej chwili pragnęły znaleźć się przy nim.

Szydełko

Dopasowali się idealnie, jak dwie połówki jabłka. Było między nimi różnie. Mnóstwo wzlotów, ale także i gorszych dni. Początek był najtrudniejszy. Musieli się siebie nauczyć. Bywały dni, że palce nie chciały nawet widzieć szydełka. Odkładały je wtedy do pudełka i odchodziły. Zawsze jednak wracały. Teraz nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Niedługo minie 6 lat, odkąd są zgrani jak drużyna piłkarska.

Szydełkowe Cudasie - szydełkowy konik
A to druga maskotka jaką stworzyła Iwona. Sama mówi, że widać, że nie jest idealna, ale do tej pory kochana przez właścicielkę.

Długie, smukłe i kobiece palce

pragną jednak czegoś więcej – chciałyby przeprosić druty za swoje zachowanie. Chciałyby kiedyś się z nimi zaprzyjaźnić? Mają też nowych sąsiadów – czółenka do frywolitek. Może i z nim przeżyją kiedyś mnóstwo przygód?

Jedno jest pewne!

Prawdziwa miłość jest tylko jedna: do szydełka!

Szydełkowe Cudasie - szydełkowa lalka Orchidea
A tutaj lalka Storczyk, w której się zakochałam. Jak widać każdy początek może mieć taki finał 🙂

Czyż to nie jest fascynująca historia, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji?

Odwiedźcie koniecznie Iwonę w jej małym świecie i nie zapomnijcie zajrzeć na jej fanpage.

A już dzisiaj zapraszam Was na kolejny wpis z serii Moje początki z szydełkiem.

A może i Wy macie ochotę opowiedzieć swoją historię? Czekam na Wasze maile opisujące początki z szydełkiem. 🙂